SCAT - Security Consulting And Training
Menu
5 września 2017

W życiu dyscyplina się przydaje – letnie kolonie wojskowe

Zapraszamy do przeczytania relacji jednej z uczestniczek ostatnich letnich kolonii wojskowych  http://www.scat.pl/szkolenia/48.letnie_kolonie_wojskowe.html 

Dlaczego chciałaś wziąć udział w koloniach wojskowych?
Oliwia, uczestniczka kolonii: Półtora roku temu w ferie zimowe byłam na pierwszym takim obozie w ośrodku SCAT, z tą różnicą, że były to tylko półkolonie, czyli po kilku godzinach zajęć wracaliśmy na noc do domu. Bardzo mi się spodobało. Postanowiłam w tym roku wybrać się na pełne kolonie letnie, z noclegiem w ośrodku.

Rodzice cię puścili?
Sami chcieli sprawdzić, czy sobie poradzę. Wiedzieli, że nic mi się nie stanie, bo jestem w dobrych rękach. Instruktorzy bardzo dbają o bezpieczeństwo. Zanim zaczęliśmy strzelać, uczyli nas podstawowych zasad obchodzenia się z bronią i strzelania na sucho. Powtarzali, żeby nigdy nie celować do ludzi czy zwierząt i aby nigdy nie trzymać palca na języku spustowym. Nie można tak od razu pójść sobie na strzelnicę i zacząć strzelać.

Myślisz, że to dobry pomysł, aby uczyć nastolatki strzelania?
Tak. Bo jak przypadkiem natknę się na broń, to będę wiedziała, co z nią zrobić. Ktoś, kto nie wie, jak się obchodzić z bronią, weźmie ją do rąk i sobie czy komuś zrobi krzywdę. Albo – zostawi ją, zamiast zabezpieczyć. Ja wiem, co w takiej sytuacji robić.

No dobra, ale dlaczego właściwie obóz wojskowy?
Lubię takie rzeczy. Moim zdaniem to lepsze niż siedzenie przed komputerem lub telefonem. Czy po prostu – siedzenie w domu. Fajnie z niego wyjść i spędzić czas inaczej.

Można jechać na obóz tenisowy albo konny. Albo w góry.
Na koloniach wojskowych jest większa dyscyplina. Pobudka o 6, poranna musztra, WF, pływanie. Jak ktoś przyjdzie spóźniony na poranną zbiórkę, robi serię pompek, przysiadów i brzuszków. Podczas misji trzeba stać w nocy na warcie i pilnować. Nie można sobie odpuścić, bo wtedy misja się nie powiedzie. Taka dyscyplina później w życiu się przydaje. Na koloniach jest jak w wojsku.

Nikt się nie wyłamywał?
Nie, wszyscy traktowali to poważnie.

Komuś zdarzyło się zaspać?
Każdy bał się kary. To wstawanie było męczące, na co dzień nie wstaję o tej godzinie, ale jakoś dawałam radę.

Ale jak to jest, że na koloniach wszyscy się słuchają i są zdyscyplinowani, a w szkole raczej się to nie zdarza?
Bo nauczyciele nie umieją wprowadzić dyscypliny. Wchodzą do klasy, klasa gada, przeszkadza. Nie potrafią nad nią zapanować.

Dlaczego?
Bo nie są dla uczniów autorytetem. Uczniowie wiedzą, że nauczyciele tak naprawdę nie chcą pomóc, wytłumaczyć. Dla nich nie liczy się twój rozwój, ale to, żebyś coś umiał. A jak uczniowie pytają – po co mają coś umieć – to dostają odpowiedź: bo to jest w podstawie programowej.
A na kursie wiemy, że to, co nam pokazują instruktorzy, może nam się konkretnie w życiu przydać. Jak udzielanie pierwszej pomocy. To fajne mieć poczucie, że wiesz, co zrobić, gdy spotkasz kogoś, kto będzie tej pomocy potrzebował.

Czego jeszcze się nauczyłaś, co ci się przyda w życiu?
Na przykład samoobrony.

Umiałabyś się obronić przed napastnikiem?
Myślę, że tak. Uczyliśmy się ciosów prostych, sierpowych, uderzeń w skroń – to bardzo wrażliwe miejsce. Kopnięć w krocze. Ale nie tylko takich rzeczy. Podczas misji musieliśmy się nauczyć planować. I musieliśmy to robić w grupie.

Było trudno?
Praca w grupie nie jest łatwa. Każdy jest inny, jednemu dany pomysł się spodoba, innemu nie, trzeba umieć się dogadać. Jakoś nam się udało.

Dowiedziałaś się o sobie czegoś podczas tych ćwiczeń?
Chyba tego, że na pewno nie będę dowódcą. (śmiech)

A w jakiej roli się dobrze czujesz?
Chyba w roli pomocnika dowódcy. Lubię doradzać.

Gdybyś miała polecić komuś kolonie, to co byś powiedziała, żeby go przekonać?
Poza tym, że można się wielu rzeczy nauczyć, to jest to takie prawdziwe oderwanie od rzeczywistości.

Możecie korzystać z telefonów?
Tak, ale tylko między zajęciami. Poza tym internet w ośrodku jest bardzo słaby, więc nawet z niego nie korzystaliśmy.

Trudno było nie wchodzić na Facebooka? Odciąć się?
Niektórzy się trochę denerwowali. (śmiech) Ale z drugiej strony to było fajne, bo wtedy naprawdę można było spędzić czas z ludźmi.

Myślisz o tym, żeby pójść do wojska?
Nie, tygodniowe kolonie są fajne, ale żeby tak całe życie to robić, to raczej nie.

Chciałabyś jeszcze raz pojechać na kolonie?
Jasne, że tak.

Nie byłoby nudno? Znowu to samo?
Za każdym razem jest inaczej, bo są inni ludzie. To od ludzi zależy, jak przebiega misja, jaka jest atmosfera na zajęciach. Na pewno nie byłoby nudno.


30 lipca 2017

Nie uczę mordować, ale obchodzić się z bronią – wywiad

Rozmowa z operatorem jednostki specjalnej „GROM”, Majorem rezerwy Mariuszem Pakiełą:

Jak to się stało, że otworzył pan ośrodek szkoleniowy w Polsce?

Wynikało to z potrzeby rynku. Miałem duże doświadczenie i kwalifikacje w zakresie przeciw terrorystycznych działań morskich. Z czasem coraz więcej firm zaczęło się do mnie zgłaszać, abym przeszkolił ludzi do ochrony statków. Ta gałąź ochrony w ciągu ostatnich lat bardzo się rozwinęła i rozwija nadal – to właśnie te kursy cieszą się u nas największą popularnością. Z czasem dostawałem coraz więcej zleceń. Spodobało mi się. Jednocześnie w mojej głowie wciąż pojawiały się pomysły na nowe kursy. Znam bardzo wiele osób z branży wojskowej, policyjnej, ochroniarskiej, w Polsce i na całym świecie. Kadrę miałem, wiedzę też i przede wszystkim zapał. I tak w 2012 roku powstał Security Consulting And Training, czyli SCAT.

W ciągu ostatnich lat utworzyło się wiele podobnych ośrodków. Dlaczego warto wybrać właśnie SCAT?

Na rynku jest sporo takich ośrodków, a to dlatego, że niektórym się wydaje, że to łatwy biznes, że wystarczy umieć strzelać, żeby uczyć i prowadzić zajęcia. Moje podejście jest inne. Organizując ośrodek szkoleniowy, bardzo duży nacisk położyłem na stworzenie legalnych podstaw działalności. Placówka podlega Ministerstwu Edukacji, posiada akredytację jako Morska Jednostka Edukacyjna oraz certyfikaty zapewnienia jakości, takie jak ISO 9001, ISO 18001, AQAP, wszystkie niezbędne koncesje, jak m.in. koncesję na prowadzenie działalności ochroniarskiej czy na prowadzenie działalności w zakresie obrotu bronią, amunicją lub materiałami wybuchowymi. Jako ośrodek zarejestrowany, posiadam konkretny program szkolenia, jestem zmuszony weryfikować kandydatów i robię to bardzo świadomie. Nikt mi nigdy nie zarzuci, że szkoliłem terrorystów czy kryminalistów. Nie uczę zabijać, ale obchodzić się z bronią. I oprócz strzelania, szkolę przede wszystkim z procedur, tego, jak działać w sytuacji zagrożenia. Uczę, że strzał to ostateczność, a broń służy przede wszystkim ochronie.

Jak wygląda ta weryfikacja? Skąd pewność, że osoba, która do pana przychodzi, jest „poczytalna”?

Każdy kandydat musi się odpowiednio wcześniej zarejestrować, czyli przesłać dokumenty, zaświadczenie o niekaralności, o tym, że jest zdrowy psychicznie. Jeśli nie ma takiego zaświadczenia, badania przeprowadzamy na miejscu, w ośrodku. Współpracujemy z psychologami, nasi instruktorzy są na tyle doświadczeni, że od razu wiedzą, czy mają do czynienia z kimś, kto może stanowić zagrożenie, kto chce się popisać, czy przychodzi na zajęcia pod wpływem alkoholu, czy narkotyków. Zanim kandydat dostanie od nas broń, przechodzi instruktaż, potem szkolenie na sucho i dopiero, gdy już mamy pewność, co to za człowiek, jak sobie radzi oraz że poznał wszystkie zasady bezpieczeństwa, zaczynamy trenować na strzelnicy.

Oferta kursów w pana ośrodku jest szeroka. Kto może zgłosić się na szkolenie do SCAT?

Prowadzimy szkolenia zarówno dla osób, które wiążą swoją przyszłość z pracą w wojsku, policji czy sektorze ochrony, ale również tych, którzy już służą, ale chcą się podszkolić, dalej rozwijać, nabrać nowych umiejętności. Prowadzimy również szkolenia dla jednostek wojskowych, które mają u nas szansę przećwiczyć określone procedury lub przetestować dany sprzęt. Jako ośrodek cywilny możemy to zrobić bez konieczności narażania się na chybione inwestycje. W wojsku jest tak, że zanim sprzęt zacznie być użytkowany, musi zostać najpierw wdrożony. A nie wiadomo, czy tak naprawdę spełnia on potrzeby danego zespołu. Okazuje się to już „po fakcie”. U nas wojsko może go sprawdzić i upewnić się, że spełnia on ich wymogi.

Szkolicie jednak nie tylko osoby będące w czynnej służbie.

W ciągu ostatnich kilku lat bardzo rozwinęliśmy ofertę dla cywilów. Szkolimy osoby, które chcą się przygotować do wojska, ale też takie, które pragną przeżyć przygodę życia np. na naszym autorskim kursie przygotowawczym do sił specjalnych. Inni pragną wzmocnić swój charakter, nabrać pewności siebie, a jeszcze inni są prawdziwymi patriotami, którzy chcą się przygotować na potencjalne zagrożenie, by w razie niebezpieczeństwa być w stanie stanąć w obronie swojej rodziny czy ojczyzny. Jeszcze inni potrzebują kontaktu z ludźmi, bo są na przykład facetami, którzy na co dzień pracują w korporacjach lub przede wszystkim z kobietami i tęsknią za relacją z mężczyznami, za prawdziwą męską przyjaźnią. I w końcu są osoby, które muszą zrobić certyfikat, bo szukają pracy w danym sektorze ochrony lub firma, w której pracują, zleca im aktualizację szkoleń.

Co daje dyplom ukończenia kursu w pana ośrodku?

To zależy od kursu i osoby, która się na niego zapisuje. Dla jednych dyplom jest konieczny, by pracować w danym sektorze ochrony, dla innych to dowód na to, że się rozwijali, aktualizowali swoje umiejętności, dzięki czemu po latach mogą np. wrócić do służby. Dyplom SCAT jest rozpoznawalny? Prestiżowy? Ciężko mi to oceniać. Na pewno ośrodek w ciągu ostatnich lat stał się miejscem rozpoznawalnym w branży. Naszą najmocniejszą stroną są ludzie – i mam tu na myśli zarówno instruktorów, jak i uczestników szkoleń. Instruktorami nie są na pewno „celebryci”, nie jestem kolekcjonerem „nazwisk”. Zależy mi na tym, aby osoba, która prowadziła szkolenie, była specjalistą w swojej branży – jestem w stanie ściągnąć taką osobę z innego kraju, jeśli wiem, że to właśnie ona jest najlepsza. Staram się też cały czas odpowiadać na aktualne potrzeby. Jeśli doszło np. do zamachu w Sankt-Petersburgu i wiem, że zostały tam popełnione błędy, to postaram się zaprosić na kurs człowieka, który tam był i przeżył zamach, i jest w stanie opowiedzieć, jak działać w sytuacji realnego zagrożenia, co robić, a czego nie, co zaskoczyło daną jednostkę policyjną czy ochroniarską. Jest wiele ośrodków, i w Polsce i na świecie. Czasem mam wrażenie, że cały czas mamy przeświadczenie, że to co na Zachodzie, jest lepsze, nowocześniejsze, bardziej profesjonalne. Tymczasem mamy w naszym kraju naprawdę świetnych ludzi, ogromne możliwości pozyskiwania kadry zagranicznej, ściągania najlepszego sprzętu. Kto mnie zna, ten wie, że jeśli zatrudni kogoś, kto przeszedł kurs u mnie, będzie się nadawał do pracy.

Więc czym się kierować przy wyborze ośrodka?

Zależy, czego się szuka. To tak jak z wyborem szkoły dla dziecka. Jedni kierują się tym, że szkoła jest najwyżej w rankingach, ma znane nazwiska. Inni zwracają przede wszystkim uwagę na program i upewniają się, że czas nauki jest maksymalnie wykorzystywany. Zawsze podkreślam, że zanim wybierze się kurs czy ośrodek, dobrze zadać sobie pytanie – z czym wyjdę z tego szkolenia, co mi ono da, jaki jest mój cel, a nie czy będę miał „papier”. Życie i tak wszystko zweryfikuje.

Co jest najbardziej frustrujące w tej pracy?

Że kurs, który wymyśliłem, nie cieszy się taką popularnością, jak bym chciał. (śmiech) Takim przykładem jest kurs przygotowawczy do sił specjalnych. Dla każdego, kto to przeżył, była to przygoda życia. Możliwość sprawdzenia się w nowych, nieprzewidywalnych sytuacjach, ćwiczenie charakteru, nabranie pewności siebie. Ludzie, którzy przychodzą na szkolenie, nawiązują przyjaźnie na lata i są to przyjaźnie oparte na prawdziwym zaufaniu. Szybko bowiem wychodzi na jaw, kto jak reaguje w sytuacji zagrożenia lub jaką rolę przyjmuje w grupie.

Dlaczego ten kurs jest pana zdaniem tak wyjątkowy?

To mój autorski kurs, do którego mam duży sentyment i wierzę w to, że daje on więcej niż kosztowne wyjazdy survivalowe na koniec świata. Gdy jako niespełna 18-letni chłopak szedłem do wojska, to właśnie o takim doświadczeniu marzyłem – ważni byli dla mnie ludzie, których poznawałem, to czego mogłem się od nich nauczyć. Pragnąłem sprawdzić się w nowych sytuacjach, całkiem nieprzewidywalnych. Nie myślałem o tym, z czego będę żył na emeryturze lub czy udział w danym kursie pozwoli mi piąć się po szczeblach kariery. Chciałem chłonąć jak najwięcej i mieć pewność, że staję się coraz mocniejszym i mądrzejszym człowiekiem. W swoim ośrodku chciałem dać innym namiastkę tych wszystkich doświadczeń. Po wrażeniach uczestników, wiem, że ten kurs to daje.

Dlaczego wobec tego to zainteresowanie wciąż jest niewielkie?

Bardzo wiele osób w dalszym ciągu szuka kursów, które dają określone umiejętności, namacalne, jak szkolenia zawodowe. Ten kurs jest dla osób, które chcą się przede wszystkim rozwijać, stać się silniejszymi ludźmi. Co nie oznacza, że nie nabierają w jego trakcie konkretnych umiejętności: jest 30 godzin z samoobrony (sambo combat), 24 godziny treningu fizycznego, 24 godziny nawigacji taktycznej, 24 godziny technik linowych, 28 godzin treningów strzeleckich, skok spadochronowy w tandemie, 16 godzin Tacical Combat Casualty Care. Wszystko w bardzo realnym scenariuszu taktycznym zakończone ekstremalną misją. Kurs trwa 19 dni i odbywa się w wakacje, więc można sobie spokojnie zaplanować taki urlop.

Kursy SCAT nie są tanie.

To dlatego, że wszystko jest w cenie – i dostęp do najlepszego sprzętu, najlepszych instruktorów, nielimitowanej ilości amunicji, a także – pełen opierunek – jedzenie, w przypadku wielu szkoleń nocleg w ośrodku. Naszym celem jest osiągnięcie maksymalnego efektu szkoleniowego. Każdego kursanta traktujemy indywidualnie, jeśli ktoś radzi sobie gorzej lub uczy się wolniej, spędzamy z nim więcej czasu. Nie wyliczamy nabojów, a potem każemy dopłacać, bo limit się wyczerpał. Dla nas celem jest, aby człowiek, który opuszcza nasz ośrodek był nauczony, tego, co sobie założyliśmy w programie. Każde szkolenie to dużo pracy ze strony instruktorów, także duża odpowiedzialność. Nie uczymy obsługi Excela, ale posługiwania się bronią, działania w sytuacjach stresowych. Potrafimy być naprawdę zmęczeni, ale jeśli widzę, że ktoś jest zaangażowany, chce mimo że mu nie idzie, poświęcę każdy czas, żeby go nauczyć.

Co daje panu największą satysfakcję?

Kiedy widzę, że nasi kursanci nie śpieszą się z powrotem do domu po zakończonym kursie, mając nadzieję, że jeszcze coś się wydarzy. Kiedy w czasie jednego szkolenia rezerwują następne terminy, kiedy absolwenci utrzymują ze sobą kontakt, pomagając sobie wzajemnie w różnych sytuacjach życiowych. Chciałbym, aby wszyscy nasi studenci i instruktorzy stworzyli mocne więzi, i pomagali sobie w życiu, mając poczucie bezpieczeństwa i elitarnej przynależności. Marzę, aby wiedzę, którą nabyli na naszych kursach, musieli wykorzystywać tylko w celach pokojowych.

Zapraszamy do zapoznania się z ofertą dostępnych kursów na naszej stronie.


15 stycznia 2017

Kurs przygotowawczy do sił specjalnych

„17 dzień. Dwa dni do końca kursu. Zacząłem się zastanawiać, czy przyjście tutaj miało w ogóle jakiś sens. Naszła mnie refleksja, że nieważne, ile już umiem, nie mogę przestać się doskonalić. I to nawet nie dla siebie. Ale dla bliskich, aby w chwili, gdy nadejdzie zagrożenie, móc ich ochronić.”

Wokół kursu przygotowawczego do sił specjalnych w ośrodku SCAT narosły już legendy. „To przygoda życia”, „nie da się tego opisać, to trzeba przeżyć”, „nie każdy wytrzymuje do końca” – mówią o kursie jego uczestnicy. Ludzie są tam na skraju wyczerpania, śpią po trzy godziny na dobę. Mimo zmęczenia, muszą wciąż stawiać czoła ekstremalnym sytuacjom – przeprawić się kajakiem przez rzekę, zdobyć pożywienie mimo braku pieniędzy, zareagować na atak wroga. Nie trwa to dzień, nie dwa, nawet nie tydzień, ale prawie trzy tygodnie. Kurs nie przewiduje czasu wolnego. Mimo to, kursanci wracają do domu najszczęśliwsi na świecie.

alicja

Jeszcze nigdy nie było mi tak zimno

– Trzy razy płakałam – ze strachu, ze zmęczenia, z zimna – mówi 16-letnia Alicja, najmłodsza uczestniczka kursu. Wcześniej brała udział w kursie ze strzelania taktycznego oraz w koloniach wojskowych organizowanych przez ośrodek SCAT. Mimo tych doświadczeń, przyznaje, że zapisując się na kurs, rzuciła się na bardzo głęboką wodę.

– Nocami staliśmy na warcie. Każdy po kilka godzin. Podczas jednej strasznie przemarzłam. Jeszcze nigdy w życiu nie było mi tak zimno! I po tym wszystkim z samego rana musiałam jeszcze wejść do zimnego basenu, bo jak co dzień mieliśmy zajęcia z pływania. Byłam przekonana, że dostanę hipotermii! Nie wytrzymałam i łzy same pociekły – zwierza się.

Drugi raz dała upust emocjom, gdy po wielu godzinach planowania misji wraz z zespołem, okazało się, że pominięty został ważny element strategiczny. – Byłam skrajnie wyczerpana, zasypiałam na stojąco. Gdy już myślałam, że kończymy, wszedł instruktor i oświadczył – „Źle, od początku”. To była moja granica – dodaje.

Momentem kryzysowym okazał się również dla Alicji skok ze spadochronem. – Marzyłam o tym, ale gdy stanęłam przy otwartych drzwiach na wysokości 4 tys. metrów i zobaczyłam, jak moi koledzy wyskakują, wpadłam w panikę. Na szczęście atak szybko minął i też skoczyłam – opowiada podekscytowana.

Walka z samym sobą

– Mówią, że przez tydzień, nawet dwa, w ciężkich warunkach, człowiek może udawać i nie pokazać, jaki jest naprawdę. Przez 19 dni jest to praktycznie niemożliwe – mówi 19-letni Mikołaj, uczestnik kursu. Wtedy, jak dodaje, człowiek zaczyna ujawniać swoje prawdziwe oblicze. – To czy jest w stanie podzielić się jedzeniem, mimo że sam jest głodny. Wesprzeć kolegę, gdy sam czuje ból i zmęczenie. Oddać ostatni łyk wody, bo kolega potrzebuje go bardziej – wymienia.

Kurs bardzo szybko doprowadza do stanu, w którym łatwo stracić kontrolę nad samym sobą. – Pobudka 4:30, 5 rano poranna zaprawa. I dalej: zajęcia z pływania, wspinaczka, strzelanie, nauka pierwszej pomocy, kurs z pirotechniki, nawigacji i topografii, samoobrony. Cisza nocna – o 1 nad ranem. Noce w namiotach. Kilkugodzinne warty. A na końcu wyczerpująca 5-dniowa misja. Śniadanie, obiad, kolacja – suchy chleb z masłem. I to też nie zawsze… – wymienia Mikołaj.

Mija kilka dni i się zaczyna – walka z samym sobą. Walka o przetrwanie. Walka o honor własny. – Człowiek poznaje swoje słabości, o których nie miał pojęcia, bo do tej pory żył sobie wygodnie. Zdaje sobie sprawę, że jest słaby i nad tyloma rzeczami musi jeszcze popracować. A zawieść nie chce, ani siebie, ani grupy. Bo jeśli zawiedzie, nikt nie będzie chciał się z nim znaleźć w ekstremalnej sytuacji – dodaje Mikołaj.

Jak komandosi

Mikołaj przyznaje, że w momentach krytycznych staje się wybuchowy. Wie też, że mógłby popracować nad dokładnością i skrupulatnością. – Podczas kursu bardzo dużo czasu poświęcaliśmy na opracowywanie strategii. Uświadomił sobie, że odpowiednie zaplanowanie działania w oparciu o posiadane dane, rozpatrzenie wszystkich możliwych scenariuszy tego, co może się stać, to klucz do realizacji celu. – Na kursie mieliśmy określone zadanie do wykonania, ale sam proces planowania można odnieść do każdej sytuacji w życiu – opowiada Mikołaj.

Kurs pozwolił mu również poczuć namiastkę tego, z czym na co dzień mają do czynienia komandosi i jakie umiejętności muszą opanować. – Najbardziej podobały mi się zajęcia z pomocy medycznej. Mieliśmy symulację działań z poszkodowanym – naprawdę można było nauczyć się udzielać pierwszej pomocy – opowiada.

Jak podkreśla, instruktorzy na wszystkich zajęciach poświęcali czas każdemu z osobna, co pozwalało doskonalić swoje umiejętności w danej dziedzinie, a także pozbyć się złych nawyków. – Pracowali nad nami tak długo, aż zaczęliśmy wykonywać daną czynność poprawnie lub osiągnęliśmy widoczne efekty. Dzięki kursowi, nauczyłem się swobodnie oddychać pod wodą – mówi Mikołaj.

Najlepszy okres w życiu

Alicja jeszcze rok temu nie powiedziałaby, że będzie strzelać z, jak to mówi, kałacha, wspinać się na skały czy opracowywać misję przekazania okupu za uprowadzoną koleżankę. – Przez siedem lat moją największą pasją był balet i taniec współczesny. Ostatnio poczułam jednak, że moja przygoda z tańcem dobiega końca – w szkole, do której chodzę, już więcej się nie nauczę – opowiada Alicja.

Brak codziennych treningów sprawiłby, że świat Alicji stałby się pusty, a dzień pozbawiony wysiłku i pracy nad sobą byłby dniem straconym. – Po półkoloniach wojskowych zimą poczułam, że jest coś, co mogłoby zastąpić mi taniec, w czym mogę się nieustannie rozwijać, doskonalić. Przywykłam do rygoru, ciężkiej pracy. Żeby tańczyć, też trzeba być twardym, odpornym psychicznie i fizycznie – opowiada.

Ale dopiero kurs przygotowawczy do sił specjalnych sprawił, że Alicja zaczęła na poważnie myśleć o kontynuowaniu swojej ścieżki wojskowej. – Nie wiem, czy wojsko to moja przyszłość. Na razie mam poczucie, że czas spędzony na kursie był najlepszym okresem w moim życiu. Tam nie uczę się dla stopni, nie dla rodziców. Uczę się dla siebie, bo jak czegoś nie będę umiała, to po prostu nie wykonam misji, czyli w praktyce – nie przetrwam. To najlepsza szkoła życia, jaką można sobie wyobrazić – opowiada.

Żyjemy w niepewnych czasach

– To był 17 dzień. Dwa dni do końca kursu. Zacząłem się zastanawiać, czy przyjście tutaj miało w ogóle jakiś sens. Naszła mnie refleksja, że nieważne, ile już umiem, nie mogę przestać nad sobą pracować, że zawsze można zrobić więcej, umieć więcej. I to nawet nie dla siebie. Ale dla bliskich, aby w chwili, gdy nadejdzie zagrożenie, móc ich ochronić. Żyjemy w niepewnych czasach, nigdy nie wiadomo, kiedy takie umiejętności przydadzą się w życiu – mówi Mikołaj.

Mikołaj, tak jak jego ojciec, pragnie w przyszłości zostać policjantem. – Jeszcze nie wiem, czy to marzenie się ziści, motywacji na pewno mi nie brakuje. W tej chwili zaczynam studia z bezpieczeństwa wewnętrznego, planuję zrobić kolejne kursy w SCAT – opowiada.

Przyznaje, że wahał się, czy wybrać się na kurs przygotowawczy do sił specjalnych. – Tyle się o tym nasłuchałem. Bałem się – to jasne. I tak jak przypuszczałem, wszystko się sprawdziło. Na każdym kroku coś mnie zaskakiwało. Gdy dostaliśmy żywą kurę do wypatroszenia, pomyślałem, że to żart. Niestety nie – śmieje się i dodaje: – Jestem szczęśliwy, że wytrwałem do końca. Poznałem siebie i niesamowitych ludzi. Teraz wiem, że mógłbym iść z nimi nawet na wojnę – podsumowuje.


9 września 2016

Kolonie wojskowe

13898519_1256920334364964_1729500154_o„Podczas kolonii nie uczymy się dla jakiejś cyferki w dzienniku, nie dla mamy ani taty. Uczymy się dla siebie. Bo jak się czegoś nie nauczymy, to nie wykonamy zadania i poniesiemy porażkę”. Kolonie wojskowe w ośrodku szkoleniowym SCAT – 10 dni niezapomnianej przygody, 10 dni wiedzy i umiejętności, które pozwolą stawić czoła niejednemu wyzwaniu.

 

 

Pobudka – 7:30. Punkt 8 – WF. 9 – śniadanie. Dwie godziny zajęć na basenie. Obiad. Chwila przerwy i: nauka samoobrony, zajęcia ze wspinaczki, nauka strzelania. Kolacja. Potem musztra. Do 23 zajęcia integracyjne. 23:30 cisza nocna. Nocne warty, planowanie i wyczerpujące misje. Zadania do wykonania – przeszukiwanie terenu, pilnowanie bazy. Pada deszcz? Zimno? Nieprzespana noc? To żadna wymówka.

– Brzmi ekstremalnie. Prawda jest jednak taka, że to najlepsza przygoda, jaką może przeżyć nastolatek. Albo nastolatka – mówi 15-letnia Karolina, uczestniczka letnich kolonii wojskowych w SCAT, jednym z najbardziej prestiżowych ośrodków szkoleniowych w Polsce.

Jest dyscyplina

– Gdy dowiedziałam się o wyjeździe, w pierwszej chwili byłam w szoku. Dziewczyna z bronią? – śmieje się. – Ale postanowiłam spróbować. I nie żałuję – dodaje. Karolina świetnie pływa, brała udział w wielu zawodach. Wielokrotnie wyjeżdżała na kolonie, między innymi pływackie. Kolonii wojskowych w ośrodku SCAT nie sposób jej zdaniem porównać do niczego. – Atmosfera jest fantastyczna. Nikt się nie ociąga, nie marudzi. Jest dyscyplina. Nie można się spóźniać, mówić, że czegoś nie chce się zrobić – opowiada.

Karolinę na kolonie namówiła jej koleżanka, 16-letnia Alicja, która od siedmiu lat trenuje taniec. – Tańczę balet i współczesny. Od kilku miesięcy mam jednak poczucie, że moja przygoda z tańcem powoli dobiega końca. Żeby móc się dalej rozwijać, musiałabym wyjechać do innego miasta. W tej chwili nie mam takiej możliwości, bo muszę skończyć szkołę – zwierza się Alicja.

Alicja, szukając dla siebie nowej pasji, coraz bardziej zaczęła interesować się zajęciami w ośrodku SCAT. – Jakby mi ktoś rok temu powiedział, że za kilka miesięcy będę strzelać z kałacha, to pewnie bym nie uwierzyła – śmieje się. – Poszłam jednak na zimowe półkolonie wojskowe i strasznie mi się spodobało. Potem wzięłam udział jeszcze w kursie ze strzelania taktycznego i kursie przygotowawczym do sił specjalnych. Latem znów pojechałam na kolonie. Było super! – opowiada.

16-letnia Ala zainteresowała się koloniami również ze względu na koleżankę. – Pomyślałam, że to może być też coś dla mnie – poznam nowych ludzi, nauczę się rzeczy, których najprawdopodobniej nie będę miała okazji się nigdy nauczyć, a które mogą przydać mi się w życiu. Nie chciałam siedzieć w domu w wakacje i nic nie robić, jak niektóre moje koleżanki – opowiada.

Ojciec Ali nie wierzył, że dziewczyna sobie poradzi. – Gdy powiedziałam rodzicom, że chcę jechać, bardzo się zdziwili. Tata bał się, że będzie dla mnie za ciężko i po dwóch dniach wrócę do domu. Chyba nie wierzył, że dam sobie radę – mówi. Ala obawiała się, że rzeczywiście może być dla niej zbyt trudno. – Okazało się jednak, że nie wszyscy byli w świetnej formie fizycznej. Dzięki podziałowi na grupy każdy trafił tam, gdzie powinien. Więc nawet jak czegoś od razu nie załapałam, to instruktorzy tłumaczyli – dodaje.

Realne umiejętności

Ćwiczenia rozwijające sprawność fizyczną, nauka samoobrony, front kicki, low kicki. – Nie bijemy się, tylko uczymy bronić. Dla dziewczyny to świetne poznać sposoby na radzenie sobie w zaskakujących sytuacjach. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się umiejętność samoobrony – mówi Karolina o zajęciach z sambo. – I w końcu jakiś prawdziwy wysiłek, prawdziwy WF – dodaje. – W szkole bywa różnie, czasem nauczyciel nawet nie przyjdzie na zajęcia, bo mu się nie chce. Brak u nich takiego zaangażowania jak u instruktorów na koloniach – opowiada.

Codziennie rano basen. Dwie godziny pływania, przede wszystkim kraulem. – W drugiej godzinie już wymiękałam, ale powtarzałam sobie, że nie mogę się poddawać, że inaczej nie pokonam słabości. Udawało mi się wytrwać. Była satysfakcja – mówi Ala.

Strzelnica we Fromboimg_4831rku. Nauka posługiwania się bronią. – Świadomego! – podkreśla Alicja.- Każdy musiał na pamięć wyryć cztery podstawowe zasady – każdą broń traktujemy jak naładowaną. Sprawdzamy, co znajduje się przed i za naszym celem. Nie trzymamy palca na spuście, chyba że chcemy oddać strzał. Nie celujemy w stronę ludzi i zwierząt – wymienia.

– Co do wspinania – dodaje. – To może rzadko w życiu codziennym przydaje się taka umiejętność, przydaje się jednak cecha, którą można wypracować podczas chociażby prób wspięcia się na balustradę – gdyby nie wytrwałość, nikomu by się nie udało. Na szczęście instruktorzy wspierali i dopingowali, tak jak cała grupa – mówi.

 

I to, co ekscytuje najbardziej – misja. – Zabawa, ale i działanie całkiem na serio. Nasza trwała dwa dni. Zadaniem było przeszukanie terenu na kilka sposobów. Każda grupa na inny – jedni musieli wykorzystać umiejętności zdobyte podczas zajęć ze wspinaczki, inni przeszukiwali z wody, ja z moją grupą – w lesie pieszo. W nocy strzegliśmy bazy. Jedna warta trwała nawet 4, 5 godzin. W każdej chwili ktoś mógł nas zaatakować lub mogło nadejść niespodziewane niebezpieczeństwo. Jednej nocy prawie nie spałam. Fajnie było – śmieje się Alicja.

Wierzę, że mogę wszystko

– Po koloniach zdałam sobie sprawę, że nawet jeśli coś wydaje się niewykonalne, to w rzeczywistości tak nie jest. Jeśli tylko dam sobie szansę i odważę się spróbować, wszystko jestem w stanie zrobić. A potem można już tylko sięgać po więcej – mówi Ala o tym, co dały jej kolonie.

– Nie uczymy się może liczyć czy zapamiętywać fakty historyczne, za co później dostajemy piątkę lub pałę. Uczymy się rzeczy, które później mają nam pomóc w wykonaniu określonego zadania. Jeśli się czegoś nie nauczymy, nie będziemy w stanie zrealizować misji. Kolonie uczą całkiem 13680895_886658948133356_8020596762737981747_ninnej motywacji niż szkoła. Uczysz się dla siebie, nie dla jakiejś cyferki w dzienniku czy dla mamy i taty – mówi Alicja.

– Były imprezy, bawiliśmy się świetnie, tańczyliśmy. Wszyscy razem, każdy czuł się dobrze. Bo każdy był zaangażowany w te kolonie, w to, co tam robiliśmy. Nikt nie chciał psuć atmosfery, nie było marudzenia. Nawet mama jednej z dziewczyn dziękowała nam i instruktorom już po zakończeniu kolonii. Nie mogła uwierzyć, jak bardzo zmieniła się jej córka, z którą najwyraźniej miała jakieś problemy – dodaje Karolina.

Wojsko – to już moje hobby

Karolina wzięła udział w koloniach, ale to nie znaczy, że swoją przyszłość wiąże z wojskiem. – Mam wiele pomysłów na to, co chciałabym robić. W wojsku raczej siebie nie widzę. Ale na pewno znalazłam dla siebie hobby – uwielbiam strzelać. Zajęcia z sambo były super. Bardzo chciałabym podszkolić swoje umiejętności. I marzę o skoku ze spadochronem – opowiada.

Ala kocha pisać, założyła nawet z koleżanką bloga, na którym umieszcza recenzje książek i muzyki. Rozważa zostanie psychologiem. Marzy jej się również aktorstwo. – To że byłam na koloniach wojskowych nie oznacza, że od dziś będę się tylko bić i strzelać – śmieje się. – Bardzo chciałabym jednak jeszcze raz pojechać na kolonie. Gdy te się skończyły, poczułam straszną pustkę. Tyle tam się działo… – wspomina.

Alicja powoli żegna się z ukochanym tańcem. Zamienia go na coś pozornie z innego świata. – Taniec to nie całkiem inna bajka. Też jest dyscyplina, walka z samym sobą, zmęczeniem, bólem, nauka wytrwałości. To nie szkoła, ale właśnie taniec czy wojsko uczą, jak radzić sobie w życiu – mówi. Alicja wie już, że tancerką zawodową nie zostanie, czy wojsko to jej przeznaczenie? Na to pytanie odpowiedzi nie zna. Ale już myśli o tym, na jaki teraz kurs w ośrodku SCAT się zapisać.

 


12 lipca 2016

Komandos z cywila

 
Z cywila do Wojsk Specjalnych

Wojska Specjalne są szczególnym rodzajem Sił Zbrojnych, działającym na odmiennych zasadach niż pozostałe formacje. Jednym z podstawowych założeń jest to, że ludzie mają większe znaczenie niż sprzęt. Jak to wygląda w praktyce? Wydaje się logiczne, że o potencjale bojowym w Marynarce Wojennej, jak i Wojskach Lądowych bądź Siłach Powietrznych stanowi sprzęt wojskowy wraz z ludźmi, którzy go obsługują.
Na przykład wojsko dysponuje konkretnymi śmigłowcami, okrętami czy wozami bojowymi i do nich dopasowuje się cały proces szkolenia: żołnierz po służbie przygotowawczej stopniowo nabywa odpowiednie umiejętności, niezbędne do obsługi danego sprzętu. W Wojskach Specjalnych jest odwrotnie: najważniejsi są ludzie, ich morale i kompetencje, będące efektem długoletniego szkolenia, a wyposażenie dla nich dobiera się dopiero pod kątem ich potrzeb. Właśnie dlatego tak niezmiernie istotne jest wyselekcjonowanie osób o odpowiednich predyspozycjach psychofizycznych i specyficznych kwalifikacjach: rekrutacja do Wojsk Specjalnych to nie pobór masowego rekruta – pod względem skrupulatności i znaczenia można ją raczej porównać do przetargu na samolot wielozadaniowy w Siłach Powietrznych. Ośrodek Szkolenia Wojsk Specjalnych w Lublińcu został utworzony z myślą o pozyskaniu ze środowiska cywilnego jak najlepszych kandydatów do służby w korpusie szeregowych zawodowych w specjalnościach Wojsk Specjalnych (Decyzja nr 70 Ministra Obrony Narodowej z dn. 31 marca 2016 r. w sprawie naboru kandydatów na żołnierzy zawodowych w korpusie osobowym Wojsk Specjalnych w 2016 r. oraz Decyzja nr 72 Ministra Obrony Narodowej z dn. 4 kwietnia 2016 r. zmieniająca decyzję w sprawie naboru kandydatów na żołnierzy zawodowych w korpusie osobowym Wojsk Specjalnych w 2016 r.). Dotychczas rekrutację prowadzono jedynie wśród żołnierzy i przedstawicieli innych służb mundurowych, jednak ze względu na specyficzne wymagania kwalifikacyjne służby w tym rodzaju Sił Zbrojnych i niezwykle wysokie standardy, obecnie ta droga kariery otwiera się także dla cywilów… oczywiście tylko dla nielicznych.
P1100655
Kto może się ubiegać o przyjęcie do Ośrodka Szkolenia Wojsk Specjalnych? Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, mający uregulowany stosunek do służby wojskowej bądź niepodlegający obowiązkowi służby wojskowej lub przeszkolenia wojskowego, jednocześnie spełniający warunki określone w art. 124 ustawy z dn. 11 września 2003 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Zainteresowani służbą kandydacką w Ośrodku muszą być niekarani sądownie, a także posiadać wyłącznie obywatelstwo polskie, mieć odpowiednią zdolność fizyczną i psychiczną do zawodowej służby wojskowej, wiek co najmniej 18 lat i ukończone gimnazjum. Dodatkowo punktuje się przydatne w służbie umiejętności, kwalifikacje i certyfikaty, potwierdzające np. znajomość języków obcych, uprawnienia ratownika medycznego, ratownika wodnego lub ratownika górskiego, wykształcenie wyższe lub kierunkowe (np.technik informatyk, elektronik, gastronom), prawo jazdy kat. C lub C+E. Co więcej, ze względu na unikalną specyfikę służby w Wojskach Specjalnych, wymagającą nadzwyczajnej sprawności fizycznej, wytrzymałości i determinacji, kandydaci muszą być gotowi przejść arcytrudny i wyczerpujący proces naboru w formie wieloetapowej kwalifikacji, będący dopiero wstępem do kolejnych forsownych etapów bezlitosnej selekcji i intensywnego szkolenia.

Jak dobrze znasz siebie, swoje słabe i mocne strony? Jak radzisz sobie z wysiłkiem i stresem? Potrafisz udowodnić, że to właśnie Ty zasługujesz, by znaleźć się w gronie 30 wybranych, którzy rozpoczną szkolenie w Lublińcu? SCAT służy pomocą.


12 lipca 2016

Kolonie Wojskowe 2016

Kolonie wojskowe to trwająca 10 dni przygoda, którą nastolatek zapamięta do końca życia. Zabawa połączona z nauką strzelania, orientacji w terenie i przetrwania na wodzie. Niespodziewane misje, podczas których trzeba wykazać się sprytem i umiejętnością współpracy. Pierwsza edycja jedynych takich kolonii w Polsce już 21 lipca.

SCAT to jeden z najbardziej prestiżowych ośrodków szkoleniowych w kraju. Stworzony został dla osób, które pragną dostać się do wojska lub znaleźć pracę w jednym z sektorów ochrony. W SCAT szkolą się również całe zespoły ochroniarskie, policyjne czy pracujące przy ochronie statków w krajach podwyższonego ryzyka. Od lipca 2016 roku w ośrodku swoją przygodę z wojskiem rozpocząć może również młodzież.

Pełne zaangażowanie

– Nigdy nie myślałem o zorganizowaniu kolonii dla nastolatków, aż poprosiły mnie o to moje córki. Jedna ma 13, druga 16 lat– mówi Mariusz Pakieła, założyciel SCAT. – Uznałem, że skoro tak im zależy, to dlaczego by nie spróbować – dodaje. Zaczęło się od półkolonii zimowych. – Opowiedziałem o pomyśle innym rodzicom. Od razu go podchwycili. Całe ferie dzieciaki przyjeżdżały do ośrodka i brały udział w organizowanych przez nas zajęciach – opowiada.

Wszyscy, jak podkreśla, byli zachwyceni. – Byłem zaskoczony, z jakim zainteresowaniem dzieci nas słuchają i, z jakim oddaniem biorą udział w zajęciach. Nie mieliśmy żadnych problemów ze zdyscyplinowaniem ich. Nikogo nie trzeba było do niczego zachęcać. Sami garnęli się do nauki. Dla nich każdy kolejny dzień był wielką przygodą – opowiada Pakieła.

Tylko jedna rzecz młodzieży nie przypadła do gustu. – Dzieciaki chciały realizować więcej misji i przede wszystkim – być w ośrodku przez cały czas. Nie wracać wieczorami do domów, tylko poczuć namiastkę życia w wojsku – od pobudek, przez poranną zaprawę, po apele, musztry, całodzienne szkolenia, sprzątanie – dodaje.

Kolonie letnie – każdy dzień pełen wrażeń

Tak narodził się pomysł zorganizowania kolonii letnich. – Gdy obserwowałem dzieci podczas półkolonii zimowych, zdałem sobie sprawę, jak dużo jest w nich niespożytkowanej energii. Szkoła nie zawsze daje im możliwość stawiania czoła ekscytującym wyzwaniom. A tu nie ma miejsca na nudę, cały czas coś się dzieje, nawet w czasie wolnym uwaga nastolatków skoncentrowana jest na jakimś zadaniu – opowiada.

W szkole nauczyciel nie zawsze jest również w stanie poświęcić wystarczająco dużo uwagi każdemu dziecku z osobna. Na koloniach uczestnicy mają pewność, że każdy zostanie zauważony. – Staramy się zapewniać indywidualne podejście, które pozwoli dziecku rozwijać i uczyć się w swoim tempie, na swój własny sposób – mówi Mariusz.

DSC_0284

Kolonie trwają 10 dni. Każdy wypełniony jest po brzegi. Nie ma dyskotek, imprez, snucia się bez celu i szukania zwady. – Pobudka o 6 rano, następnie poranny WF, o 8 apel i omówienie całego dnia. Następnie musztra. Od 9 do 18 trwają szkolenia. Do tego dochodzą niespodziewane misje. Pomiędzy zajęciami posiłki, wieczorami ognisko, wspólne spędzanie czasu. Cisza nocna o 22 – wylicza Pakieła.

Wszystkie zajęcia dopasowane są do wieku i umiejętności dzieci. – Uczestnicy mają od 12 do 19 lat. Dzielimy ich na trzy grupy, pod względem wieku oraz predyspozycji fizycznych. Wszystkie zajęcia odbywają się pod okiem najwybitniejszych instruktorów. Dla dzieci to ma być zabawa, ale też przede wszystkim nauka. Traktujemy je bardzo poważnie. Chcemy, żeby wyniosły z tych kolonii coś więcej niż tylko fajne wspomnienia – mówi Pakieła.

Profesjonalizm i zabawa

Wszystkie szkolenia przeprowadzane są w sposób profesjonalny. – Podczas zajęć strzeleckich pracujemy z prawdziwą bronią. Uczymy młodzież, jak bezpiecznie się nią posługiwać oraz, jakie mogą być konsekwencje jej nieumiejętnego użycia. Dopiero później idziemy na strzelnicę – opowiada Pakieła. – Szkolenia wysokościowe to nie tylko zjeżdżanie na linie, są one łączone z działaniami taktycznymi, tak jak w prawdziwym wojsku. Nie rzadko wymagają od dzieci przewalczania własnych słabości, jak choćby lęku wysokości – dodaje.

Zajęcia z terenoznawstwa to również nie zabawa w podchody. – Uczymy młodzież orientacji w terenie, tego, co robić, żeby się nie zgubić, a gdy się to wydarzy, co uczynić, żeby trafić do celu – opowiada. Organizowane są również szkolenia z przetrwania na wodzie. – Wypływamy łódką na jezioro, gdzie dzieci mają okazję się wykąpać, ale również nauczyć podstawowych technik przetrwania oraz ratownictwa – tłumaczy Pakieła.

Jedną z największych atrakcji są misje. – Dzieciaki dowiadują się na przykład, że jeden z uczestników kolonii zaginął i należy go jak najszybciej odnaleźć. Podczas kolonii letnich tych misji będzie dużo więcej, połączone są one ze szkoleniami tematycznym, tak żeby dzieciaki miały większą motywację do nauki – opowiada Mariusz. Tutaj największą rolę odgrywa element zaskoczenia. – Dzieciaki nie wiedzą, czego się spodziewać, co chwilę pojawiają się nowe okoliczności, którym muszą stawić czoła. Są przez instruktorów na każdym kroku zaskakiwane – opowiada Pakieła.

Pozbyć się złych nawyków, zdyscyplinować

Kolonie przeznaczone są nie tylko dla osób, które pasjonują się wojskiem lub wiążą z nią swoją przyszłość. – To świetne rozwiązanie dla dzieciaków, nie lubiących bezczynnego spędzania czasu, a także dla rodziców, którzy na przykład szukają sposobu na wyrwanie swojego dziecka sprzed komputera – mówi Pakieła. Co ciekawe, bardzo dużym zainteresowaniem kolonie cieszą się wśród dziewcząt. – Nie są one ani mniej sprawne, ani mniej zaangażowane. Moja córka bez problemu namówiła swoje koleżanki, żeby w ten sposób spędziły swoje ferie – opowiada Mariusz.

Rodzice mogą mieć również pewność, że wysyłając swoje dziecko do ośrodka SCAT, nie będą musieli martwić się ani o bezpieczeństwo swoich pociech, ani o to, że coś nabroją. – Otrzymaliśmy zgodę od kuratorium oświaty na prowadzenie takich kolonii – mówi Pakieła. – Mimo że to nie prawdziwe wojsko, można tu poczuć jego namiastkę. Rodzice powierzają nam swoje dzieci, gdyż wierzą, że uda się je w ten sposób odciągnąć od nieodpowiedniego towarzystwa, sprawić, że pozbędą się złych nawyków, nauczą dyscypliny czy po prostu – poznają fajnych ludzi, z którymi nawiążą długoletnie i wartościowe przyjaźnie – opowiada Mariusz.

Dla instruktorów praca z młodzieżą to również ciekawa odskocznia. – Na co dzień pracujemy z dorosłymi, którzy mają zgoła inne motywacje niż dzieciaki. Te potrafią zarazić entuzjazmem. Są w nas wpatrzone, fascynuje ich wszystko, co się tutaj dzieje. Są pełne energii i chęci do zabawy oraz stawiania czoła wyzwaniom, których w szkole po prostu im brakuje – dodaje.

 

Miejsce: ośrodek szkoleniowy SCAT

Termin: 21 – 30 lipca

Cena: 1200 zł (300 Euro). W cenie: wyżywienie, transport, nocleg, certyfikat

Zapisy: www.scat.pl w zakładce Szkolenia.


5 lipca 2016

Kamizelki ochronne

Kamizelki ochronne to jeden z najważniejszych elementów wyposażenia żołnierza. Marka czy producent nie są najważniejsze. Liczą się użyte materiały, ich parametry oraz ochrona przed specyficznym zagrożeniem. Nie zawsze to, co droższe, jest lepsze, choć czasem warto zainwestować. Odpowiednio dobrana, w dodatku lekka kamizelka nie tylko zapewni lepszą kondycję jej użytkownikowi. Gdy nadejdzie zagrożenie, to ona może uratować mu życie.

Producentów kamizelek kuloodpornych jest dziś na rynku tak wielu, że podjęcie decyzji o zakupie produktu, który w jak największym stopniu spełni nasze oczekiwania, jest bardzo trudne. – Warto zgłębić temat – nie chodzi o wybór kawałka materiału, ale sprzętu, który pozwoli uchronić przed kalectwem, a przede wszystkim śmiercią – mówi Mariusz Pakieła, emerytowany Major jednostki GROM i założyciel prestiżowego ośrodka szkoleniowego SCAT.

Kamizelka musi być lekka

Producenci kamizelek kładą obecnie nacisk przede wszystkim na zmniejszenie wagi produktu. Pozwala na to ciągły rozwój technologii, który sprawia, że materiały wykorzystywane do produkcji kamizelek są coraz lżejsze i bardziej wytrzymałe.

– Ważne, aby żołnierz nie tylko mógł w sposób jak najbardziej swobodny realizować swoją misję – mniej się męczyć, szybciej się poruszać. Ciężka lub nieodpowiednio dopasowana kamizelka może skutkować poważnymi problemami z kręgosłupem czy zwyrodnieniami stawów, zwłaszcza kolanowych. Żołnierz dźwigający niepotrzebny ciężar, do tego źle dopasowany do jego ciała, nie tylko szybko straci zdrowie, równie szybko pożegna się ze służbą – mówi Mariusz Pakieła.

Żołnierz, jak mówi, może dźwigać maksymalnie 35 kg. – Na to składa się broń, amunicja, hełm, strój, elektronika, kamizelka kuloodporna, plecak wraz z prowiantem. Wagi nie można obniżyć praktycznie na żadnym z elementów wyposażenia. A jeśli można, wiąże się to zazwyczaj z ogromnym kosztem. Jedynym elementem, na którym obniżenie wagi jest możliwe i opłacalne, to kamizelki kuloodporne – wyjaśnia.

Najważniejsza jest wytrzymałość

Producenci prześcigają się w tym, który stworzy kamizelkę z lżejszego materiału lub materiału zapewniającego wysoki stopień odporności przy zachowaniu tej samej masy. – Jedną z najpopularniejszych i bardzo cenionych na całym świecie tkanin jest wyjątkowo odporna na przetarcia Cordura. Można zamówić pokrycie Cordury zapewniającą ognioodporność, wodoodporność, warstwę zapewniającą niewidzialność w podczerwieni, czy warstwę zapewniającą nieprzenikanie olejów – tłumaczy Mariusz.

Jak podkreśla, na rynku dostępna jest również dwa razy lżejsza tkanina, która spełnia parametry Cordury 1000, najbardziej wytrzymałej odmiany Cordury. To materiał DURABAD firmy Maron Dolphin. – Uszycie dużej kamizelki z tego materiału może obniżyć jej wagę nawet o 2 kg. Dla żołnierza przebywającego kilkanaście godzin bez przerwy z całym wyposażeniem „na barkach”, każdy kilogram w górę lub w dół to wyraźnie odczuwalna różnica – mówi Mariusz.

Na rynku dostępna jest również inna odmiana Cordury – Cordura laminowana. – Ma swoich zwolenników, jak i przeciwników – mówi Mariusz. – Plusem jest to, że jest lekka. Laminat jest cięty laserowo – pozbawiony jest taśm MOLLE. Pojawiają się jednak wątpliwości co do wytrzymałości i żywotności materiału – opowiada. Wielu jest zdania, że dużo bardziej odpornym na otarcia materiałem jest Curdura 1000 oraz Durabad Maron Dolphin.

Dopasowanie do potrzeb

Tkanina, z której wykonana jest kamizelka, jest bardzo istotna. Odporność na otarcia i niska waga nie zagwarantują jednak przeżycia, jeśli kamizelka nie będzie spełniać potrzeb jej użytkownika.

– Zanim określi się budżet, jaki chce się wydać na sprzęt oraz wybierze producenta, warto zastanowić się nad tym, czego będą potrzebować ludzie, którzy wyruszą na misję w wybranej przez nas kamizelce – mówi Mariusz. – Jakim zagrożeniom będą stawiać czoła, jakiego rodzaju pociskom? Czy istnieje duże prawdopodobieństwo kontaktu z ogniem? Czy priorytetem jest ochrona jak największej powierzchni ciała czy raczej możliwość wykonywania szybkich i zdecydowanych ruchów lub działania w sposób jak najbardziej dyskretny? – wylicza.

Im więcej elementów i warstw ochronnych w kamizelce, tym kamizelka jest cięższa lub po prostu – droższa. – Nie zawsze warto „brać wszystko”, jeśli wiemy, że na przykład prawdopodobieństwo kontaktu z ogniem lub danym pociskiem na polu walki jest bliskie zeru – tłumaczy Mariusz.

Jak podkreśla Pakieła, wybierając właściwości, jakie ma posiadać nasza kamizelka, zawsze należy zwrócić uwagę na to, jakie spełnia ona parametry. – Ognioodporność podobnie, jak niewidoczność w podczerwieni mogą być ważnymi cechami kamizelki. Nawet jeśli teoretycznie kamizelka posiada właściwości FR (tł. fire retardant – ognioodporność), bo tak pisze producent, trzeba dopytać, co to dokładnie oznacza – mówi Mariusz. Każdy materiał w końcu zacznie się palić, pytanie jak szybko – czy po dwóch sekundach czy na przykład po 30. – W dwie sekundy żołnierz zrobi niewiele, ale w pół minuty może już podjąć jakieś działanie – uciec z ognia, zrzucić kamizelkę lub zostać uratowanym przez kolegę, który szybko zareaguje na zagrożenie. Na froncie każda sekunda jest na wagę złota – mówi Mariusz.

Możliwość szybkiego pozbycia się i założenia kamizelki

Kolejną cechą, którą powinna mieść nowoczesna kamizelka, to system pozwalający na jej szybkie ściągnięcie i ponowne założenie. – Przez wiele lat w sposób natychmiastowy można było pozbyć się kamizelki, ciągnąc za linkę, która powodowała rozpadnięcie się jej na poszczególne elementy. Problemem było ponowne złożenie kamizelki. Trzeba było na to przeznaczyć co najmniej 20 minut – mówi Mariusz.

Podczas misji często dochodzi do sytuacji, w której kamizelkę trzeba równie szybko ściągnąć, co z powrotem założyć. – Wojsko pod ostrzałem. Jeden z żołnierzy traci przytomność. Duże prawdopodobieństwo, że został ranny. Jego towarzysz, aby sprawdzić, czy doszło do jakichś obrażeń, musi szybko ściągnąć kamizelkę. Udziela pierwszej pomocy, a następnie chce kamizelkę założyć jak najszybciej, aby bezpiecznie przetransportować żołnierza. Czy ma na to 20 minut? Raczej nie – mówi Mariusz.

BA8002_MOLLE[1]Żeby zmniejszyć czas na ponowne założenie kamizelki, producenci wymyślili specjalne systemy QRS (ang. Quick Release System, tł. system szybkiego ściągania). – Jedną z firm, która wprowadziła ten system to amerykańska firma First Spear. – Wystarczy pociągnąć za linki (po obu stronach tułowia z przodu), które przyczepione są do tub zapinających kamizelkę. Kamizelka się otwiera, co pozwala zobaczyć, co się znajduje pod nią. Ponowne „zamknięcie” kamizelki to już kwestia zaledwie 30 sekund – tłumaczy Pakieła.

Drugą firmą, która wdrożyła równie szybki, z zarazem znacznie wygodniejszy system QRS jest Maron Dophin. – Firma wykorzystała zapięcie typu Cobra firmy Austrianalpin wykonane z materiału odpornego na wysokie temperatury. Zaletą tego rozwiązania jest to, że aby rozpiąć kamizelkę wystarczy użyć jednej ręki, a nie dwóch, jak w przypadku rozwiązania firmy First Spear. W sytuacji, w której to żołnierz samodzielnie musi jak najszybciej pozbyć się kamizelki – na przykład znalazł się w ogniu i musi szybko uciekać – to rozwiązanie jest zdecydowanie lepsze – dodaje.

Kamizelka zintegrowana

Wybór odpowiedniej kamizelki zapewni żołnierzowi nie tylko możliwość wygodnego poruszania się podczas akcji, co wpłynie na skuteczność jego działania. Pozwoli mu przede wszystkim zachować zdrowie i życie. – Producenci starają się odpowiadać na zapotrzebowania wojska oraz sił mundurowych, tworząc kamizelki spełniające wiele różnych potrzeb – mówi Pakieła.

BA8001[1]

Takim rozwiązaniem są kamizelki zintegrowane, w których zwraca się uwagę na jak najlepsze dopasowanie każdego elementu do ciała. – Odpowiednio dopasowana kamizelka zapewnia ogromny komfort, a system odłączania elementów pozwala na pozbycie się zbędnego ciężaru w sytuacji, w której dany element do niczego i tak się nie przyda – mówi Mariusz Pakieła.

Podkreśla jednak, żeby zawsze zwracać uwagę na szczegóły i nie płacić za funkcje, których nie wykorzystamy ani razu. – Za co warto zapłacić? Za każdy zbędny kilogram, jak najlepsze dopasowanie do ciała oraz wytrzymałość materiału. Za co nie warto? Na to pytanie najlepiej odpowie przyszły użytkownik takiego sprzętu. Warto zapewnić mu taką ochronę, jaka jest mu potrzebna. I wydać na to każde pieniądze – podsumowuje Pakieła.


16 czerwca 2016

ZOSTAĆ KOMANDOSEM, CZĘŚĆ IV: PRZETRWANIE I ORIENTACJA W TERENIE

Kliknij, aby się zapisać

Jesteś w nieznanym miejscu, w dzikim, zalesionym terenie, daleko od ludzkich osiedli, a warunki atmosferyczne pozostawiają wiele do życzenia. Tak naprawdę nie wiesz czego się spodziewać, poza jednym: każdy, kogo napotkasz, może się okazać Twoim śmiertelnym wrogiem. Jedyni Twoi sojusznicy to niewielki zespół takich jak Ty śmiałków oraz przyroda… o ile potrafisz ją zrozumieć i okiełznać. Masz przy sobie prowizoryczną mapę, kompas, skąpe racje żywnościowe, krzesiwo, kawałek sznurka i parę innych przydatnych drobiazgów. Przed sobą – misję bojową, dziesiątki kilometrów do pokonania oraz patrole i zasadzki nieprzyjaciela. Brzmi jak ekscytująca przygoda czy początek najgorszego koszmaru? Pamiętaj, jedyny łatwy dzień był wczoraj!

Przetrwanie w przygodnym terenie nie będzie proste. Wiesz, co spakować do wojskowego zasobnika? Wiesz, co założyć na siebie? Przychodzi Ci do głowy mnóstwo przydatnych rzeczy, które chciałbyś zabrać, ale każda z nich przecież waży… To trochę jak przy podnoszeniu sztangi – czasem te plus kilkaset gramów może przesądzić o porażce. Na siłowni nic Ci nie grozi, a w mniej znajomym i raczej nieprzyjaznym terenie?

Jeśli masz wprawę w maszerowaniu na azymut, to z pewnością zdajesz sobie sprawę, że w terenie liczy się nie tylko umiejętność posługiwania się kompasem, ale ogromne znaczenie ma także właściwy dobór skarpet i obuwia. Ile tysięcy parokroków umiesz policzyć nie myląc się o kilkanaście czy kilkaset? Nieraz drobny błąd w nawigacji generuje dodatkowe kilometry żmudnego marszu, przedzierania się przez chaszcze, a wszechobecna wilgoć sprzyja bolesnym otarciom, odparzeniom i odciskom… oby Cię nie wykluczyły z dalszego udziału w misji. W warunkach polowych nie tak łatwo zadbać o idealną higienę.

Potrafisz rozsądnie gospodarować niewielkim zapasem wody i prowiantu? Potrafisz się dzielić z innymi? W Twoim zespole można by ze świecą szukać duszy towarzystwa, ale w czasie realizacji zadania bojowego samotne wilki muszą tworzyć zgodnie i skutecznie działającą watahę. Nie macie szans w pojedynkę, a najsłabsze ogniwo może pogrążyć wszystkich. Dobrze znasz tę zasadę: nigdy nie zostawiamy swoich! Jednak w warunkach ciągłego stresu, niedoboru snu, chronicznego przemęczenia i chłodu Twój system nerwowy jest napięty do granic wytrzymałości. Konflikty pojawiają się z byle powodu, morale słabnie, organizm dopomina się odpoczynku, pojawia się zwątpienie, dezorientacja, może lęk. Potrafisz z nimi wygrać? Znasz swoje słabości i reakcje organizmu w obliczu skrajności?

Kurs przygotowawczy do wojsk specjalnych, prowadzony przez instruktorów SCAT, jest ekstremalnym wyzwaniem. Przygotuj się na niecodzienne dawki wysiłku fizycznego, adrenaliny, unikalnych lekcji żołnierskiego życia. Sprawdź, czy jesteś jednym z tych samotnych wilków, które potrafią radzić sobie w każdych warunkach i mają wyjątkowo silną wolę przetrwania w każdej sytuacji. Weź udział w treningach, przygotowaniach i realizacji misji bojowej.


7 czerwca 2016

Zostać Komandosem, Część 3 – Trening fizyczny

Operator wojsk specjalnych wzbudza respekt już samym swoim wyglądem. Ma na wyposażeniu sprzęt najnowszej generacji i akcesoria, o jakich możesz tylko pomarzyć. Twój wzrok przyciąga bardziej karabinek HK416, rkm Minimi, czy schowany w kaburze poręczny Glock 17 lub Sig-Sauer P226? Obrazu dopełniają: kamizelka taktyczna z magazynkami w ładownicach, staza, nóż, rękawice, gogle i wyrafinowany osprzęt zamontowany na hełmie balistycznym. Marsową minę często skrywa kominiarka, ale po samej postawie i sposobie poruszania się widać, że masz do czynienia z prawdziwym wojownikiem. Dodaj to tego zasobnik wojskowy z dodatkową amunicją i niezbędnymi przyborami, po czym zrób w pamięci szybkie obliczenie: ile kilogramów nosi na sobie operator? A następnie wyobraź sobie, że te kilkadziesiąt kilogramów ma na sobie w czasie desantu, wielokilometrowych nieraz przemarszów oraz zadań bojowych wymagających zwinności, szybkości i wyjątkowej precyzji, niezależnie od warunków atmosferycznych i terenowych.

Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o: Kurs Przygotowawczy do Wojsk Specjalnych

Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o: Kurs Przygotowawczy do Wojsk Specjalnych

Od kandydatów do wszystkich jednostek specjalnych już na etapie rekrutacji wymaga się nadzwyczajnej sprawności i hartu ducha. A wymaganej formy psychofizycznej nie da się uzyskać z dnia na dzień. Rzecz w odpowiednich nawykach, regularności, determinacji. Rzecz we właściwym przygotowaniu pod okiem specjalistów.

Dawniej powszechny pobór wojskowy kształtował kondycję fizyczną, wydolność i charakter młodych ludzi. Cieszysz się, że ominęła Cię twarda szkoła życia w koszarach, surowy dryl, poranne zaprawy i niekończące się ćwiczenia w małpim gaju? Ale przyznaj, że patrząc na historię wojen, to jednak spartańska agoge i rzymska dyscyplina zrodziły więcej wojowników niż bezstresowe wychowanie. Kurs przygotowawczy do wojsk specjalnych przeznaczony jest dla tych, którzy mają odwagę poddać się surowym rygorom wojskowego życia. SCAT nawiązuje do chlubnych tradycji szkolenia Cichociemnych, pierwszych polskich komandosów i elitarnej 56 kompanii specjalnej w Szczecinie. Jesteś gotów na ekstremalny trening z najlepszymi?


31 maja 2016

ZOSTAĆ KOMANDOSEM, CZĘŚĆ 2: Wysokościówka

W wojskach specjalnych praktyczna wiedza z zakresu technik wysokościowych jest niezbędna. Elementy działań antyterrorystycznych, takich jak abordaż czy przemieszczanie się śmigłowcem, wymagają nie tylko nadzwyczajnej sprawności fizycznej i predyspozycji psychicznych, ale również biegłości w posługiwaniu się sprzętem wspinaczkowym. Od tego zależy ludzkie życie. Umiejętności wspinaczki i zjazdu na linie oraz wchodzenia po drabince speleo testowane są w procesie rekrutacji do jednostek specjalnych – kandydat nie znający podstaw i sparaliżowany lękiem wysokości nie poradzi sobie w dalszym szkoleniu, nie mówiąc o służbie. Przecież chcąc studiować matematykę, tabliczkę mnożenia musisz mieć w małym palcu. Chodzi też o sprawdzenie psychiki kandydatów oraz ich zdolności motorycznych, takich jak koordynacja.

Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o: Kurs Przygotowawczy do Wojsk Specjalnych

Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o: Kurs Przygotowawczy do Wojsk Specjalnych

Lęk wysokości (w różnym stopniu) dotyczy wielu osób, jest instynktownym mechanizmem obronnym. Każdy ma jakieś słabości – najważniejsze, że można z nimi walczyć i można je pokonać. Jeśli więc czujesz, że ten lęk może stanowić dla Ciebie problem, masz przed sobą dodatkowe wyzwanie: oswoić się z wysokością. W jaki sposób? Oczywiście poprzez adekwatny trening. Wystarczy Ci odwagi i determinacji by skonfrontować się z własnymi ograniczeniami?

Intensywne szkolenie z zakresu technik linowych jest ważnym elementem kursu przygotowawczego do wojsk specjalnych w SCAT. Korzystając z fachowej wiedzy instruktorów oraz ich imponującego doświadczenia, zdobytego w czasie służby w jednostkach antyterrorystycznych, sprawdzisz swoje predyspozycje, poznasz swoje najgłębsze lęki i nauczysz się, jak sobie radzić w sytuacjach awaryjnych. Każdy musi przyswoić podstawy teorii i przede wszystkim praktyki, gdyż podobnie jak w przypadku strzelania, istotne jest nabycie pamięci mięśniowej. Sprawne wspinanie się po linie czy drabince speleologicznej to w dużej mierze kwestia opanowania prawidłowej techniki, sama siła mięśni nie wystarczy.

W toku ćwiczeń wiązanie ósemek czy wyblinek stanie się czymś tak odruchowym jak sznurowanie butów. A zjazd na linie nie wyda Ci się już szalonym aktem brawury. Ale to dopiero początek drogi. Kurs SCAT to coś więcej niż wprowadzenie w arkana technik linowych. Dzięki naszym instruktorom otrzymasz przedsmak operacji specjalnych. Potrafisz już wchodzić po drabince, ale czy jesteś gotów wspinać się w pełnym wyposażeniu, w kamizelce taktycznej, z kevlarem na głowie, z bronią i zasobnikiem piechoty górskiej? A jeśli dojdzie do tego stres, presja czasu, trudne warunki atmosferyczne i ekstremalne psychofizyczne obciążenie? Sprawdź się w realistycznych scenariuszach taktycznych, pod okiem ludzi, którzy zjedli zęby na takich działaniach służąc swojej ojczyźnie. Zdobyte podczas treningów doświadczenia mogą okazać się bezcenne nie tylko w czasie selekcji, ale i po latach służby. W obliczu realnego zagrożenia nie będzie czasu na wertowanie instrukcji i roztrząsanie wątpliwości. Działaj z głową.